Golf na polu buraczanym
Piotr Lisiewicz, "Gazeta Polska" 3 marca 2010 r.
Był 1993 rok, gdy Ireneusz Sekuła wygłosił przemówienie na polu golfowym w podwarszawskim Rajszewie. „Mówił bardzo rozsądnie i szkoda, że wkrótce znaleziono go martwego w jego biurze, bo być może pokierowałby sprawnie naszym związkiem”- wspomina kandydata na pierwszego prezesa Polskiego Związku Golfa Ryszard Gacke, jego ówczesny sekretarz generalny. W tej przykrej sytuacji zamiast Sekuły golfiści wybrali Waldemara Dąbrowskiego, później znanego z afery Rywina. Tak oto arystokratyczny sport, którym zachwycała się już królowa Maria Stuart, anektowany został przez nową arystokrację III RP.
Ostatni czwartek, materiał TVN 24. Posiadłość Mirosława Drzewieckiego na Florydzie. W przebitkach widać graczy uderzających golfowymi kijami w piłeczkę. „Ludzie z taką pogardą wypowiadają się na temat golfa. Jak tak można, co jest złego w golfie?” – pyta zdenerwowany były minister sportu i do niedawna trzecia postać Platformy Obywatelskiej. „To obrzydliwe” – oburza się. „Ja kocham golfa i koniec. To świadczy tylko o bezgranicznej głupocie, tych ludzi, którzy tak mówią o golfie. Bush gra w golfa, Obama gra w golfa i jest OK. Tylko w Polsce jest to nienormalne. Tu zawsze było wszystko inaczej” – mówi z wyraźnym obrzydzeniem.
To odpowiedź byłego ministra na to, jak o golfie zrobiło się ostatnio głośno przy okazji afery hazardowej, a w szczególności jego wspólnej golfowej znajomości z biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem. Dodajmy, że telewizja, w której wypowiadał się Drzewiecki, to także własność golfistów. W golfa grał zmarły niedawno Jan Wejchert, który ponadto budował pod Warszawą pole golfowe Wejchert Golf Club, reklamowane jako potencjalnie najnowocześniejsze w Europie Środkowo-Wschodniej. Grają także dwaj inni bossowie ITI – Mariusz Walter i Wojciech Kostrzewa.
– No to zdemaskował mnie pan – tak na moje, modne ostatnio, pytanie „Czy gra pan w golfa?” odpowiada Hubert Świątkowski, poznański prawnik, jeden z liderów lokalnej Platformy Obywatelskiej, członek lokalnych władz związku golfistów. – Nie powiem, żebym ucieszył się z tego, że pan do mnie dzwoni – słyszę w słuchawce od senatora Andrzeja Persona z PO, byłego prezesa Polskiego Związku Golfa. Person zapowiada, że może oddzwoni do mnie za godzinę. Nie oddzwania.
W internecie znikają w ostatnich miesiącach golfowe strony. Strona Tower Golf Club, klubu związanego z golfistą z esbeckim rodowodem Edwinem Myszkiem, jest „chwilowo nieczynna”. Zniknęła też strona szeroko niegdyś reklamującego się Gorzowskiego Klubu Golfa, związanego z prezydentem miasta Tadeuszem J. – Wizerunek golfa w Polsce jest fatalny – przyznaje Hubert Świątkowski. Tekst niniejszy to próba odpowiedzi na to, dlaczego tak jest. Szukając odpowiedzi, cofnijmy się do początków tej dyscypliny w III RP.
> Golf i KC PZPR
„Zobaczyłem przed domkiem klubowym kolumnę limuzyn, a w środku na honorowym miejscu siedział Ireneusz Sekuła i przedstawiał wizję rozwoju golfa Polsce” – tak początki te wspomina Ryszard Gacke, pierwszy sekretarz generalny Polskiego Związku Golfa. Był 1993 r. i Sekuła zrobił na nim dobre wrażenie. „Muszę przyznać, że facet mówił bardzo rozsądnie i szkoda, że wkrótce znaleziono go martwego w jego biurze, bo być może pokierowałby sprawnie naszym związkiem” – uważa.
Ryszard Gacke jest inżynierem budowlanym i w czasach PRL pracował na kontrakcie w Nigerii, wysłany tam przez rządową agencję Polservice. W Afryce nauczył się grać w golfa, a gdy wrócił do kraju, chciał rozpropagować go nad Wisłą. Idea odrodzenia golfa w Polsce była jak najbardziej sensowna. Zachodni biznesmeni przyjeżdżający do naszego kraju, by inwestować tu swoje pieniądze, powinni móc korzystać ze swojej ulubionej rozrywki...
Ponieważ z Sekułą nie wyszło, Gacke wpadł na pomysł, jak nadać tej dyscyplinie właściwego dla niej prestiżu, poprzez wybór prezesa: „Marzyłem o jakimś polskim arystokracie choćby dlatego, aby nawiązać do przedwojennej tradycji jedynego w Polsce klubu golfowego w Powsinie, którego właścicielem był hrabia Branicki. Poprzez różne kontakty dotarłem do księcia Czartoryskiego”.
Ale w 1993 r. powstawały u nas już trzy pierwsze pola golfowe – w podwarszawskim Rajszewie, Międzyzdrojach i Gdańsku. To ten z Rajszewa zaproponował Sekułę. Nie wyszło z powodu opisanych na początku przyczyn obiektywnych. Kolejnego kandydata na prezesa zgłosił więc klub z Międzyzdrojów. „Dostałem radosny faks z Klubu Amber, że mają świetnego kandydata, którym jest Waldemar Dąbrowski, wiceminister Kultury i prezes Kinematografii Polskiej” – wspomina Gacke. Zaanonsowano jego wizytę u ministra.
„Ogromne biurko, za którym siedział facet o ujmującej powierzchowności i niskim pięknym głosie. Na stole pojawiła się świetna kawa i ciasteczka, po wymianie grzeczności spytałem nieśmiało, czy wie o tym, że klub Amber Baltic wysunął jego kandydaturę na Prezesa PZG i jak się zapatruje na taką propozycję. Zanim zdążył odpowiedzieć, zadzwonił telefon, Minister podniósł słuchawkę, spojrzał na mnie i powiedział – »To do Pana«. Zaskoczony odebrałem słuchawkę i usłyszałem takie słowa: „Halo, tu mówi Jirkovitz, właściciel hotelu i pola golfowego Amber Baltic w Międzyzdrojach, mam do Pana prośbę, panie Sekretarzu, aby poparł Pan świetną kandydaturę pana Waldemara Dąbrowskiego«” – zapamiętał Gacke.
„Zdałem sobie sprawę, że padłem ofiarą manipulacji i że sprawa jest właściwie przesądzona. Okazało się, że miałem rację, tych telefonów musiało być więcej, bo jak za parę dni pojawiłem się na zebraniu wyborczym w Międzyzdrojach, całe wybory zajęły może trzy minuty. Klub Amber Baltic przedstawił kandydaturę Waldka, nikt nie wysunął żadnej innej kandydatury, ja prowadziłem zebranie i spytałem się. »Kto jest za wyborem Pana W. D. na Prezesa PZG?« – Wszyscy obecni podnieśli ręce do góry” – wspomina.
Jak przyznaje Gacke, ciężko było cokolwiek powiedzieć o kompetencjach prezesa: „był nieobecny na zebraniu i co ciekawe, absolutnie nikt z obecnych nie zapytał się, czy kandydat miał kiedykolwiek cokolwiek wspólnego z golfem ani nie zadał choćby jednego pytania na temat osoby kandydata. Miałem wrażenie, że jestem na zebraniu Komitetu Centralnego PZPR”.
Wybrany na sekretarza generalnego Gacke szybko zrozumiał, że jego wcześniejsze pomysły z arystokratą były nie na miejscu, bo oto dookoła powstawała nowa „arystokracja”. „O swym magnackim kandydacie nawet nie wspomniałem, bo by to zabrzmiało jak dysonans” – stwierdził (jego relacja dostępna jest na stronie www.golfpl.com).
> Zawodnik Edwin Myszk
Skąd wzięli się polscy golfiści? „Zaskoczyn, trzydzieści kilometrów od Gdańska. Popegeerowska osada, kilka małych domków wśród lasów. Po dawnym majątku pozostały zrujnowane mury obór i chlewów. Ale są ogrodzone nowym płotem. Tu zaczyna się inny świat. W głębi, przed drewnianym budynkiem, stoją zaparkowane jeepy i mercedesy” – pisał w swym reportażu w „Rzeczpospolitej” w 2005 r. Jerzy Morawski. „W zielonej toni trawiastych, łagodnych wzgórz wymachują kijami golfiści. Dystyngowany pan w czerwonych rękawiczkach wymierza cios golfowej piłeczce. To zapewne Edwin Myszk. Prostuje się, śledzi lot kuli. »Obcym wstęp wzbroniony. Teren prywatny« – informuje tablica” – czytamy dalej.
Ów teren prywatny to 120 hektarów pól należących do gdańskiego Tower Golf Club. Jak pisze Morawski (stan na rok 2005), klub to rodzinna firma Myszków. Edwin, jego żona, córka i zięć posiadają większość akcji w sportowym przedsięwzięciu. A wśród licznych rodzajów jej działalności zapisano też usługi detektywistyczne i ochroniarskie.
Myszk był wtyką SB w trójmiejskiej opozycji i – w latach 80. – wspólnikiem późniejszego szefa gdańskiej mafii Nikodema Skotarczaka, pseudonim „Nikoś”. Za postać odrażającą uznaje go nawet wielu przeciwników lustracji. „Edwin obciążał nas dokładnie tak, jak życzył sobie tego oficer śledczy” – pisał w książce „Gwiezdny czas” Jacek Kuroń. Za najniebezpieczniejszego z agentów rozpracowujących opozycję uznał go Bogdan Borusewicz. Myszk na powielaczu wydał m.in. dwa fałszywe numery „Robotnika Wybrzeża”. Zaatakował w nich Borusewicza i Andrzeja Gwiazdę, twierdząc, że reprezentują linię antyrobotniczą.
Okolice Trójmiasta to prawdziwe golfowe zagłębie. Do najbardziej znanych należy pole golfowe w Postołowie pod Gdańskiem, którego budowę rozpoczęli niegdyś Szwedzi, jednak nie zdołali go dokończyć. Wtedy w sukurs inwestycji przyszedł kapitał cypryjski w osobie Williama Siwka, absolwenta Politechniki Gdańskiej. Biznesmen ów wyjechał z Polski w latach 80. jako Włodzimierz. Powrócił jako William, właściciel firmy doradczej z Hamburga. Jego pole w europejskich rankingach pojawiało się w pierwszej pięćdziesiątce.
> Zdegenerowana szkółka golfa w Poznaniu
Czy przypadek Myszka jest odosobniony, czy raczej typowy dla polskiego golfa? Przyjrzyjmy się golfistom z kilku polskich miast.
Prezesem Polskiego Związku Golfa jest obecnie Piotr Mondalski. 54-letni Mondalski to człowiek oligarchy Ryszarda Krauzego, był jego zastępcą w Prokomie. Gazety pisały, że Krauze wychowuje go na swojego następcę. Jego władzy podlegają lokalne struktury związku.
O Poznańskim Stowarzyszeniu Golfa, które chciało wyciąć kawał lasu w poznańskich Krzyżownikach, pisaliśmy w „Gazecie Polskiej” w 2005 r. Pod listem protestacyjnym przeciwko niszczeniu tworzonego przez dziesięciolecia gigantycznym nakładem pracy poznańskiego klina zieleni podpisało się 30 poznańskich naukowców, zaś prof. Aleksander Łukasiewicz z Ogrodu Botanicznego nazwał pomysł w rozmowie z nami „okropnym kombinatorstwem i egoizmem”.
Przy okazji wyszedł na światło dzienne skład założycieli stowarzyszenia. Weszli do niego dwaj szefowie firm wchodzących w skład Kulczyk Holding: Paweł Sudoł, prezes Browarów Wielkopolski, i Leszek Płonka, prezes Skoda Auto Poland. Obok nich senator Włodzimierz Łęcki (SLD), senator Jerzy Smorawiński (PSL), poseł Tadeusz Tomaszewski (SLD), Romuald Szperliński – prezes Wielkopolskiego Klubu Kapitału, Bogusław Zalewski – prezes Międzynarodowych Targów Poznańskich (został później odwołany ze stanowiska, bo współpracował z WSI), dwaj przedstawiciele Banku Handlowego w Warszawie – Magdalena Suchora i Henryk Przybylski oraz Edmund Bruch – dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu. Pierwszą konferencję prasową zwołali w miejskim ratuszu. Uświetnił ją swą obecnością prezydent Ryszard Grobelny (obecnie oskarżony w aferze Kulczykparku).
Miasto sprzyjało budowie – jak orzekli urzędnicy, lipy, które wyciąć chcieli golfiści, to „zdegenerowany materiał szkółkarski”. Mieszkańcom Krzyżownik tłumaczono, że ich dzieci wystrugają sobie kije i będą grać w golfa. Władysław Kielar, mieszkaniec Krzyżownik, od senatora Łęckiego usłyszał natomiast, że takie protestujące grupy jak jego dostają 200-400 tys. złotych i kończy się problem, co – jak uznał – można było zinterpretować jako zawoalowaną propozycję korupcyjną. Łęcki przyznaje, że wspomniał o pieniądzach. Senator SLD objaśnił nam, że o korupcji nie mogło być mowy, a powyższe powiedział mimochodem, bo miał takie doświadczenia, jeżeli chodzi o firmy budowlane. „Ale przecież w naszym przypadku płacenie pieniędzy nie wchodziłoby w grę, bo stowarzyszenie ich nie ma” – stwierdził też. Jak ustaliliśmy, spora część poznańskich „gofistów”, w tym senatorowie Łęcki i Smorawiński, nie umiała... grać w golfa.
W wyniku naszej publikacji sprawa z budową pola skomplikowała się i jak na razie mieszkańcom udało się ją zablokować. Poznańskie elity spotykają się więc na innych obiektach. Na przykład na pobliskim Bachalski Sport Park, własności Jacka Bachalskiego, byłego posła PO, a obecnie lidera Stronnictwa Demokratycznego w Wielkopolsce.
> Orientalny kok Jarosławy Kawińskiej
Klimat podobny do poznańskiego panuje w golfie w Gorzowie Wielkopolskim. Gorzowski Klub Golfowy powstał w 2002 r., a do jego założycieli należeli prezydent tego miasta Tadeusz J. z SLD, wojewoda od premiera Millera Andrzej Korski, dyrektor pogotowia Andrzej Szmit, dyrektor Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego Andrzej Goćwiński, przedsiębiorca specjalizujący się w budowie pól golfowych Waldemar Szadny (późniejszy poseł PO), dyrektor społecznego liceum Ireneusz Madej oraz ówczesny poseł PiS Kazimierz Marcinkiewicz. Prezydenta Tadeusza J., który sam gra w golfa, czekała wkrótce rozłąka z tą dyscypliną, gdy trafił do aresztu w związku z aferą budowlaną. Mimo to nie zrezygnował ze stanowiska i rządził miastem zza krat. Prezydentem jest do dziś. Natomiast Marcinkiewicz na swej stronie w dziale „hobby” pisze: „Jako że zbliżam się do 50-tki, to pewnie czeka mnie tenis i golf”.
Podobnie wygląda świat golfa w Łodzi Mirosława Drzewieckiego. Jedną z ważniejszych postaci w polskim golfie w ogóle jest Janusz Pieńkowski, za czasów telewizji Roberta Kwiatkowskiego szef TAI oraz łódzkiego ośrodka TVP. Obok Mirosława Drzewieckiego najbardziej znani tutejsi golfiści to obecny minister od autostrad Cezary Grabarczyk z PO (chwalący się sukcesami zawodniczymi), Tadeusz Matusiak z SLD – były prezydent miasta i wiceszef MSWiA oraz były piłkarz Zbigniew Boniek, wspierający niegdyś politycznie Unię Wolności.
Pieńkowski to współwłaściciel, razem z biznesmenem Aleksandrem Kawińskim, pola „Golf Palace” w Woli Błędowej koło Strykowa. W jego otwarciu udział wzięli m.in. minister sportu z czasów SLD Mieczysław Nowicki, obecny senator PO Andrzej Person, wspomniany Grabarczyk, a także gwiazdy telewizji – Tadeusz Drozda i Michał Fajbusiewicz (kiedy indziej śpiewał tu także Zbigniew Wodecki).
Jedną z imprez na owym polu tak relacjonowała lokalna „Gazeta Wyborcza”: „Nam szczególnie do gustu przypadła niezwykle oryginalna fryzura Jarosławy Kawińskiej, która miała na głowie orientalny, bardzo duży kok”.
Do propagatorów golfa należeli od początku Wojciech Pijanowski czy Krzysztof Materna, zaś dziś na golfowych imprezach gwiazdą jest Maciej Kurzajewski, mocno lansowany ostatnio dziennikarz sportowy. Jedną z niedawnych golfowych imprez prowadził razem z Piotrem Mondalskim.
Piotr Lisiewicz








